Odejścia i powroty

Ohaayo,
jeśli jeszcze ktoś tutaj zagląda – nie pisałam już od dłuższego czasu, bo… muszę zawiesić. Ale wrócę. Obowiązki a także lenistwo mnie nieco przerosły – nie mam kiedy przepisywać rozdziałów, które są już gotowe oraz pisać nowe. Nie mam weny od dłuższego czasu. Zresztą maturka i dodatkowe zajęcia mnie dobijają. Ale wrócę. Jak się skończy to piekło to wrócę. Może jeszcze ktoś będzie chciał tu zaglądać :)
Akemi-nee-chan – arigato, byłaś ze mną od początku, mam nadzieję, że Ty także jeszcze wrócisz do pisania na Yuki a także stworzysz coś nowego.
Hana-chan – dzięki za komentarze z groźbami, ale jak widać… ale na pewno wrócę. :) Informuj mnie nadal o notkach :>
LordOfEvilAndDespair – Tobie także dziękuuuję za komentowanie wszystkich notek :D Także mnie informuj o nowościach u siebie ;]
MałeZło – witaj, nieznajoma, arigato za opinię, jeśli możesz napisz mi jaką nieścisłość znalazłaś, chętnie wyjaśnię czy sprostuję. Odezwij się w komentarzu czy na maila: paradisecity696@wp.pl

Dziękuję także za wspieranie pozostałe czytelniczki i do zobaczenia wkrótce :>
Liczę, że ktoś tu będzie jeszcze wchodził jak będzie reaktywacja :D

~Rozdział 25~

 CHILDHOOD THEME.

Dzień był niezwykle upalny. Leciutki wiatr powiewał po polanach i hulał między gałęziami starych, olbrzymich drzew. W lesie panowała cisza, tylko od czasu do czasu do uszu zielonookiej dochodziły ptasie trele. Było aż za spokojnie. Rika zauważyła małą polankę, na której postanowiła się zatrzymać i naładować akumulatory. Z kieszeni czarnych spodni wyjęła zieloną sakiewkę. Trzymała w niej bowiem pigułki z pożywieniem przyrządzone przez Kabuto. Tabletki nie tylko oszukiwały żołądek, ale także wzmacniały jej siły witalne, co było niezbędne podczas długodystansowych tras jakie przyszło pokonywać kunoichi. Dziewczyna rozsiadła się ma trawie, przeczesała dłonią długie, czerwone włosy i upięła je w koński ogon. Poprawiła strój składający się z czarnego topu zakrywającego piersi i kawałek brzucha, ciemnoniebieskiej kamizelki, wyżej wymienionych czarnych spodni i ciężkich butów w tym samym kolorze.  Na prawej nodze i na biodrach miała przepasane saszetki z bronią. Z kabury na udzie wydobyła opaskę ze znakiem Wioski Liścia, umieściła ją na głowie a symbol zakryła grzywką wpadającą aż do oczu. Z pozycji siedzącej przeszła do leżenia. Powieki zakryły zielone tęczówki, dziewczyna pozwoliła, by migające promyczki słońca drażniły ją w twarz. Uśmiechnęła się pod nosem i wyciągnęła zwykłego kunaia. Wyczuła coś. A raczej kogoś. Nieznana osoba obserwowała ją z daleka od dłuższej chwili. Rika z powrotem otwarła oczy i wstała patrząc w kierunku lasu.

-No już, pokaż się. Wiem, że mnie obserwujesz. – powiedziała spokojnym głosem. Po sekundzie usłyszała szelest liści. Postać wyłoniła się z kryjówki i doskoczyła do niej. Stała w oczy w oczy z…

~~

credit: zdjęcie pochodzi z serwisu deviantart.com

-Kakashi-sensei i co teraz?! – wydarł się Naruto. Nad nimi fruwał blondyn na glinianym ptaku w długim czarnym płaszczu ozdobionym czerwonymi chmurkami. – On ucieka! Za nim! Zaraz go dorwę! – dorzucił Uzumaki i pomknął za oddalającym się członkiem Akatsuki.

-Skaura, Chiyo poradzicie sobie? – spytał szarowłosy.

-Hai, Kakashi-sensei!

-W takim razie ja ruszam za Naruto! – odparł na pożegnanie i rzucił się w długą, męczącą pogoń za blondynami.

-Sakura, musimy go pokonać! – krzyknęła drobna staruszka do nastolatki. Przystąpiły do karkołomnej potyczki z wnukiem czcigodnej Chiyo.

~~

-SATSU?!

-RIKA?! – przeciągły krzyk obu kunoichi rozniósł się po lesie. Dziewczyny wybałuszyły oczy, które wyglądem przypominały spodki. Nastała niezręczna cisza zakłócana jedynie przez odgłosy ptaków, owadów i podmuchy wiatru. Osiemnastolatki lustrowały się nawzajem wzrokiem.

Rika nie mogła uwierzyć w to co – a raczej kogo – zobaczyła. Przed nią stała we własnej osobie Satsu Ohira – członkini byłej drużyny 7. Ohira nie żyła od kilku lat…

-Masaka…  - szepnęła czerwonowłosa. – To chyba jakieś genjutsu… – wyjaśniła sobie i potrząsnęła głową. – KA–! – wykrzyknęła, lecz postać brązowowłosej nadal przed nią stała.

-KAI! – ryknęła ponownie na co Satsu zaśmiała się. Jej powaga rozpłynęła się, druga jaźń…

-Rika, nie widzisz? To nie jest żadne genjutsu! – powiedziała – To naprawdę ja!

-Nanda? Ty nie żyjesz, zginęłaś na misji w Kraju Śniegu z Hisą-sensei!

-Rika-chan, nie zginęłam wtedy… – rzekła niebieskooka. Mitsui posłała jej kolejne niedowierzające spojrzenie. Ohira od czasu domniemanej śmierci niewiele się zmieniła. Średniej długości brąz włosy miała rozpuszczone a z prawej strony widniał zapleciony, charakterystyczny dłuższy warkoczyk. Oczu koloru niebieskiego, tak łudząco podobne do ślepi Sayuri przyciągały uwagę….  Relikty przeszłości w jednej chwili powróciły i z całą siłą uderzyły w dziewczynę. Te wszystkie chwile, misje, pamiętna nieudana wyprawa do Kraju Śniegu, śmierć Satsu i Hisy-sensei… to nie może być prawda!

Dodatkowym zaskoczeniem stało się to, iż rywalka była ubrana w czarny płaszcz jakie nosili członkowie Akatsuki.  Słowa Satsu odbijały się echem w głowie przerażonej wojowniczki. Złapała mocniej za kunaia i natychmiastowo znalazła się przy niej. Drżącą dłonią przyłożyła broń do boku Ohiry.

-P-p-p-powiedz kim jesteś i czemu udajesz Satsu? – szepnęła spod pasm czerwonych włosów opadających na twarz.

-Rika-chan! – wrzasnęła osiemnastolatka.

-Ty…. Jesteś z Akatsuki. Czego ode mnie chcesz? – zapytała wrogo zielonooka.

-Rika! To ja, Satsu! Przyłącz się do mnie, do nas! Jesteś moją przyjaciółką! – Mitsui usłyszawszy to jedno zdanie odskoczyła do tyłu posyłając wrogowi silnego kopniaka w  szczękę.

-Nande? Dlaczego nie chcesz mi wierzyć?! – wrzasnęła zrozpaczona brunetka rozcierając obity podbródek.

-Nie wiem skąd mnie znasz i wiesz kim jestem, ale popełniasz podstawowy błąd – ja i Satsu NIGDY nie byłyśmy przyjaciółkami. – rzekła wzgardliwie Mitsui niemal wypluwając te słowa z nienawiścią.

-O czym ty mówisz?! – oburzyła się członkini Brzasku. – Byłyśmy razem w drużynie, pracowałyśmy razem! Tyle czasu…

-To nic nie znaczyło! Zupełnie NIC! Nie rozumiesz?! – Rika zbliżyła się do postaci w płaszczu i posłała kolejnego kopniaka, tym razem w brzuch.  Na twarzy Satsu wymalowało się skrzywienie. Uderzenie zabolało. Mitsui szykowała się do kolejnego ataku, w jej oczach błyskały iskierki gniewu. Niespodziewanie została odrzucona kilkanaście metrów w tył. Zaryła plecami w zielony trawny dywan. Przed Satsu pojawił się mężczyzna w pomarańczowej masce. On także miał czarny płaszcz usiany czerwonymi chmurkami.

-Przepraszam, że wam przerywam tę jakże ciekawą pogawędkę, ale musimy iść. – rzucił w stronę Ohiry. – Wybacz, ale mogę cię zapewnić, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie. – dodał widząc Rikę biegnącą z kunaiem w jego kierunku. Wykonał jakieś jutsu i znikł wraz z Satsu z pola widzenia.

-Matte! – krzyknęła czerwonowłosa, lecz na próżno. Na polanie nie było już nikogo prócz niej.

~~

Przed Akademią utworzyła się spora gromada ludzi. Młodzi shinobi krzątali się szukając w tłumie znajomych twarzy, inni stali w grupkach i zawzięcie dyskutowali. Świeżo upieczeni ninja mieli zostać podzieleni na trzyosobowe drużyny. Chuunini i jounini w pośpiechu ustawiali zdenerwowane dzieciaki. Za chwilę miał się pojawić dowódca wioski – Trzeci Hokage. Jego podwładni po ustawieniu niesfornej młodzieży wstąpili do szeregu. Hiruzen wyszedł przed zgromadzonych na dziedzińcu geninów, rozejrzał się i zaczął przemawiać uroczystym głosem.

-Witam szanownych, nowych geninów Wioski Liścia. Jak już wiecie, staliście się oficjalnie ninja Konohy. Teraz odczytam przydziały do drużyn. W tym celu proszę o zachowanie ciszy. – po tłumie rozeszły się szmery, jednak po chwili ponownie zapadła cisza. Trzeci odkrząknął.

Genini po usłyszeniu kolejnych nazwisk i składu ekip wydawali okrzyki zadowolenia lub jęki lamentu. Dwie stojące obok siebie dziewczyny zaciskały kciuki z całych sił i przystępowały z nogi na nogę. W końcu doczekały się swojego przydziału…

-Drużyna siódma: Sayuri Kamata, Rika Mitsui, Satsu Ohira. Opiekun: Hisa Tanaka. Drużyna ósma… – czerwonowłosa i brunetka w chwili odczytywania ich nazwisk uścisnęły się, aczkolwiek gdy do ich uszu dotarło imię nielubianej brązowowłosej wytrzeszczyły oczy. Chciały przerwać Hokage odczytywanie listy, lecz ich sensei uciszyła je skutecznie groźnym wzrokiem. Dziewczyny założyły ręce na piersi i w geście obrażenia wydęły komicznie usta. Rika rzuciła zawistne spojrzenie Satsu, ta jednak tylko się uśmiechnęła co jeszcze bardziej rozzłościło Mitsui.

Ceremonia dochodziła końca. Uwieńczyło ją krótkie podsumowanie mijającego roku wygłoszone przez Sandaime. Rozległy się gromkie brawa. Ludzie powoli rozchodzili się. Opiekunka drużyny 7 zauważyła naburmuszone miny dwóch kunoichi i zadowolenie trzeciej. Od razu wyczuła, iż dziewczyny za sobą nie przepadają i nie jest to chwilowy kaprys. Ten schemat zachowania bardzo ją zaciekawił.

-Drużyno siódma, spotkamy się za godzinę na monumencie Czwartego. – nie zdążyła usłyszeć podniesionych głosów Mitsui i Kamaty, gdyż prędko zniknęła w kłębach dymu.

~~

-Hokage-sama, można? – zapytała uprzejmie Tanaka.

-O co chodzi, Hisa? – odpowiedział pytaniem Hiruzen wypuszczając dym z ust. Siedział przy biurku w gabinecie i popalał fajkę. Dostrzegł zaintrygowany wzrok jouninki. Zaciągnął się dymem i popatrzył na rozmówczynię.

-O moją drużynę. Mam wrażenie, że Rika i Sayuri nie trawią Satsu. Zastanawia mnie, co jest tego przyczyną. Nie wygląda to na zwykły konflikt tylko coś poważniejeszego… – domniemała kunoichi.

-Tak, to nie jest zwyczajne poróżnienie. – powtórzył Sandaime. Hisa uniosła pytająco brew. – Zarządziłem, że dziewczynki będą w jednej drużynie, by go rozwiązać. Jestem ciekaw rezultatów. – zamyślił się. Trzeźwe i przenikliwe czarne oczy wpatrywały się w niego uważnie.

-Hokage-sama, czy powiesz mi…? – nie dokończyła pytania, gdyż Hiruzen wybuchł śmiechem.

-Jak zawsze uparta i przebiegła. Oj, Hiso, musisz sama dostrzec co jest z nimi nie tak. Gdy się dowiesz – rozwiąż ten konflikt. – dodał z uśmiechem. Tanaka spuściła głowę i zrezygnowana powiedziała tylko:

-Dzięki, Staruszku…. – i zniknęła.

~~

Dwie młodziutkie shinobi Konohy położyły się na nosie wyrzeźbionego Yondaime. Słońce rozgrzewało ich ciała i próbowało zdjąć z nich cały stres jaki dzisiaj przeżyły. Sayuri leżała obok Riki, która zdawała się drzemać. Z uśmiechem na ustach wpatrywała się w koleżankę. Mimo wszystko ucieszyła się, że są razem w  drużynie, do tego w siódmej. Ta liczba zawsze była przychylna Sayuri. Kamata usiadła i podciągnęła nogi pod brodę. Błądziła oczyma po panoramie Konohy rozpościerającej się z najlepszego punktu obserwacyjnego wioski. Tu, na górze panowała błoga cisza, aż nagle..

-Ohayo, Rika-chan i Sayur-chan! – wrzasnęła wskakująca na monument Satsu. Brązowe włosy tańczyły wokół jej twarzy a charakterystyczny warkoczyk zapleciony z prawej strony z nieco dłuższych partii włosów podskakiwał z każdym jej ruchem.

-Ehhh, Rika, koniec naszego spokoju. Zobacz, kto przyszedł. – dodała niebieskooka z przekąsem. Zawołana uniosła leniwie powieki ukazując światu ciemnozielone tęczówki. Zmrużyła oczy, by przyzwyczaić się do światła. Uniosła rękę i zrobiła prowizoryczny daszek nad oczami.

-Yatta… – westchnęła ciężko. Poprawiła od niechcenia czerwone włosy upinając je w wysoki kucyk.

-Ucieszyłyście się, że jesteśmy razem w drużynie? Bo ja bardzo. – powiedziała wesoło Ohira. Jednakże ani Sayuri ani Rika nie podzielały jej entuzjazmu.

-Spójrzmy prawdzie w oczy, Satsu… – zaczęła ironizować Rika. – Gdyby nie ty, mogłybyśmy być w drużynie z Haną Inuzuką albo jakimś chłopakiem. Przez ciebie jesteśmy jedyną damską drużyną z naszego rocznika. – powiedziała czerwonowłosa wskazując oskarżycielsko palcem na Satsu.

-Ale jeśli byśmy były z Haną to też byłybyśmy damską drużyną. – wtrąciła Sayuri.

-Baka! Nie pomagasz! – zgromiła ją zielonooka.

-Yo, dziewczyny! – Tanaka pojawiła się nagle obok Sayuri, na co ta o mało nie spadła w dół gdyby nie szybka reakcja Mitsui.

-Etto… jak wiecie nazywam się Hisa Tanaka i będę waszym opiekunem. No to może przedstawcie się. – powiedziała drapiąc się z zakłopotaniem po głowie. Była ubrana w typowy strój jounina: czarne spodnie, granatowe buty ninja i zieloną kamizelkę. Długie brązowe włosy miała wysoko upięte w kucyk. Na czole widniała opaska Liścia częściowo zakryta symetryczną z obu stron, krótko przyciętą grzywką. Była to jej pierwsza drużyna, którą miała prowadzić. Brązowowłosa awansowała po zdanym egzaminie na jounina. Sandaime pokładał w niej duże nadzieje.

-Sensei, może ty opowiesz nam coś o sobie? – zapytała Sayuri opierając się plecami o ramię Riki.

-Etto… najbardziej lubię wykonywać misje w innych krajach. Nie lubię gdy ktoś robi mi zdjęcia. Moim marzeniem jest misja i wypoczynek w Kraju Fal… lub pobyt w łaźniach przez calutkie dwa tygodnie, miesiące, lata… – rozmarzyła się kunoichi jednakże szybko powróciła na ziemię. – Teraz kolej na was, ty zacznij. – wskazała na czerwonowłosą.

-Nazywam się Rika Mistui. Lubię spędzać czas z Sayuri i ją irytować. Nie lubię… towarzystwa pewnych osób. – obdarzyła wzrokiem postać Satsu. – Moim celem jest stanie się silną shinobi i służenie jak najlepiej wiosce! – Hisa pokiwała z uznaniem głową i przeniosła wzrok na przyjaciółkę Riki.

-Jestem Sayuri Kamata. Tak jak Rika lubię z nią przebywać i ją denerwować. Nie lubię towarzystwa niektórych… mam takie samo marzenie jak Rika. – dziewczyny roześmiały się i przybiły sobie żółwika.

-Yosh! Teraz kolej na ciebie. – powiedziała Hisa do ostatniej dziewczyny.

-Nazywam się Satsu Ohira. Bardzo lubię mieć przyjaciół. Nie lubię… nie mieć przyjaciół. – rzekła opuszczając głowę na co dziewczyny jednocześnie prychnęły i wybuchły salwą śmiechu.

~~

Satsu Ohira: z lewej: w drużynie 7, z prawej: czasy Akademii

Heya!

Jak widać, wprowadziłam kilka nowych wątków i dwie nowe postaci. Uczyniłam to nie bez przyczyny, ponieważ odegrają one ważną rolę w kolejnych rozdziałach. Notka wydaje mi się być dłuższa niż zazwyczaj pod względem tekstu jak i obrazków.

Do następnego rozdziału.

Zapraszam do komentowania :)

~Rozdział 24~

Konoha-gakure kilka dni później…

-Hokage-sama, dlaczego wysyłasz tylko drużynę 7 ?! – wrzasnęła rozdrażniona Sayuri. – Przecież nie mają pełnego składu!

-Dlatego będzie im towarzyszyć drużyna Gaia. – odpowiedziała zamyślona Tsunade. Podparła głowę rękoma opartymi o biurko.

-Nanda?! Czemu nie wysyłasz mnie na żadne misje?!

-Sama mówiłaś, że misje związane z Riką są dla ciebie priorytetowe.

-Od trzech lat nie dostałam żadnej misji poza granicami wioski! – krzyknęła ponownie Sayuri wpatrując się przenikliwie w Tsunade. Ta tylko odparła wymijająco.

-Jeszcze się doczekasz jakiejś misji. Możesz iść, mam dużo roboty.

Rozzłoszczona niebieskooka opuściła pokój Hokage donośnie trzaskając drzwiami. Wszyscy byli na jakichś misjach. Nawet Kiba ze swoim teamem. „Tylko ja muszę siedzieć w wiosce jak kołek i słuchać się Tsunade… a może by tak…?” – przemknęło jej przez myśl. Wspięła się na dach budynku i pomknęła w stronę bramy głównej. „Może uda mi się jakoś zahipnotyzować strażników i ulotnić się… chociaż na jeden dzień” – mruknęła do siebie. Przez te trzy lata podszkoliła się w używaniu wahadła. Nauczyła się nie tylko lokalizować poruszające się obiekty z chakrą, ale także stosować je przy genjutsu. Nie było ono zbytnio wyrafinowane, gdyż wymagało obezwładnienia przeciwnika i zmuszenie go do jednego spojrzenia w serce wahadełka.

Szatynka zbliżyła się już do bramy. Poczęła wyciągać sprzęt do iluzji, ale nieoczekiwanie pojawił się przed nią członek ANBU.

-Sayuri Kamata. – nie było to pytanie a raczej stwierdzenie. – Nie możesz opuścić wioski bez pisemnej zgody Tsunade-sama. Czy posiadasz takową?

-Eettoooo… nie chciałam nigdzie iść! – co jak co, ale Kamata – mistrzyni drobnych kłamstw – miała dzisiaj gorszy dzień.

-Może nie powinienem ci tego mówić, ale sprawa Mitsui cały czas jest głównym zadaniem naszej grupy. Rozumiem, że się o nią troszczysz, lecz gdyby zdarzyła się jakakolwiek misja, zjawimy się po ciebie. Znasz ją najlepiej, więc będzie przydatna zwłaszcza posiadając umiejętności tropicielskie. Nie rób nic głupiego i zapamiętaj moje słowa. – zakończył mężczyzna w masce kota i zniknął w kłębach dymu. Sayuri zrezygnowana zawróciła do domu.

~~

Kilkadziesiąt kilometrów od Konohy na granicy Wioski Liścia i Otogakure zielonooka wojowniczka składała śpiwór i pakowała plecak. Wymęczona po całodniowej podróży nie miała siły przemieszczać się nocą, więc rozbiła się w przydrożnej grocie podobnej do małej jaskini. Chuuninka po upewnieniu się, iż nie zostawiła żadnych śladów obecności wskoczyła na drzewo i wyruszyła w dalszą podróż. Rozważała czy nie przywołać swojego zwierzęcia i nie spędzić z nim kilku chwil, jednakże uznała, iż nie może na darmo marnować chakry. „Gdy już ich odnajdę muszę być nader ostrożna. Nie mogę zorientować się, że ich obserwuję czy śledzę. Gdy wykryją moją obecność to… koniec.” – snuła w myślach. Cała misja opierała się na śledzeniu Akatsuki i ich poczynań. Według informacji zaczerpniętych od Kabuto mieli w zamiarze skolekcjonować wszystkie ogoniaste bestie – w tym między innymi Gaarę z Suny. Rika miała sprawdzić, czy ich zadanie zakończy się sukcesem i powrócić niezauważoną do kryjówki. Orochimaru po zakończonej misji obiecał dziewczynie naukę kolejnych technik z Doton (Żywioł Ziemi dop.aut.)

Rika przemierzała przez niezliczone ilości drzew. Po około czterech godzinach skakania po gałęziach postanowiła zrobić postój. Wyjęła tabletki mające służyć jako pożywienie i popiła je wodą z malutkiej sakiewki. Wtem wyczuła chakrę trójki shinobich. Ukryła się i zamaskowała przepływ chakry. Oczekiwała na (nie)spodziewanych gości.

~~

-Tenzou, zatrzymałeś ją, tak jak ustaliliśmy? – zapytała Tsunade mężczyznę w stroju ANBU, który przed chwilą się u niej pojawił.

-Hai, Hokage-sama.

-Ufff… to dobrze. Co ja mam z tą dziewczyną…

-Hokage-sama, proszę się nie martwić, będę miał na nią oko. – powiedział brązowowłosy i ukłonił się.

-Tenzou. – rzekła sceptycznie blondyna – Nie wiem, czy powinnam powierzać ci to zadanie. Zauważyłam, iż zbyt mocno ingerujesz się w tą misję.

-Tsunade-sama. Należę do ANBU – misje i ich pomyślne zakończenia są dla nas, członków, najważniejsze. Nie martw się, postaramy się doprowadzić tę misję do końca.

-Powiedz mi tylko dlaczego tak się zaangażowałeś w tą sprawę? – brązowooka zacisnęła jedną pięść co nie uszło uwadze Tenzou.

-Wydaje mi się, że ta dziewczyna jest niezwykle istotną postacią i chcę ją odzyskać z rąk Orochimaru. Według śledztwa i listu Pana Jiraiyi wynika, że pracuje dla niego lub jest więziona… – dedukował szatyn, jak widać słusznie, gdyż Tsunade siedziała zasłuchana i mu nie przerywała.

-Twoje spostrzeżenia wydają się być słuszne. Pozostawię ci tę sprawę, ale musisz poczekać do powrotu drużyny Kakashiego z misji.

-Drużyna Kakashiego? Czy do niej nie należą przypadkiem…?

-Owszem. Naruto Uzumaki i Sasuke Uchiha. – przerwała hazardzistka i objęła go poważnym spojrzeniem spod zmarszczonych brwi.

-Informuj mnie na bieżąco, Hokage-sama..

-Dobrze. Możesz iść. – odparła. Po użytkowniku drewna został tylko biały dym, który po chwili zniknął. „Zaczyna robić się coraz ciekawiej…” – przeszło przez myśli blondynki rozkładającej stosy papierów.

~~

Wejście do tajemniczej jaskini zakrywał olbrzymi głaz. W samym wnętrzu panował półmrok. Z ciemności wydobywało się tylko nikłe, kolorowe światło, które oświetlało wyrzeźbione dwie dłonie. Na każdym z palców widoczny był hologram każdego członka. Jednakże jedna osoba siedziała nieco dalej od głównego zgromadzenia. Oświetlała twarz płomyczkiem wydobywającym się z koniuszka wskazującego palca. Zagadkową postacią była młoda dziewczyna o długich, brązowych włosach – członkinii organizacji zwanej w świecie ninja Akatsuki (jap. Brzask dop.aut.)Główna siedziba Brzasku znajdowała się w skalnej grocie, ukryta z dala od świata innych nacji ninja.

Dziesiątka nukeninów odbywała naradę. Satsu, bo tak nazywała się nowa postać w szeregach Akatsuki chcąc nie chcąc podsłuchiwała rozmowę hologramów. W jaskini niosło się echo.

-Sasori, Deidara… – rzekł przywódca – rudowłosy mężczyzna z tuzinem kolczyków na twarzy. – Złapaliście już Shukaku?

-Tak, jego jinchuuriki był porywczy, więc go trochę przytemperowaliśmy.

-Wracajcie jak najszybciej do kryjówki, musimy go zapieczętować. – poganiał Pain.

-Rozumiemy. – odrzekli posłańcy i ich hologramy zniknęły. Pozostali łącznicy dokończyli rozmowę i także zniknęli. W kryjówce pozostał tylko Lider i Satsu. Tobi wesoło zeskoczył z palca posągu Gedo i zjawił się obok brunetki.

-Tobi ma dla ciebie misję. – wykrzyknął wprost do ucha niebieskookiej.

-Jaką? – zapytała rozcierając demonstracyjnie małżowinę.

-Tobi pójdzie na nią z tobą i będzie obserwował Satsu! Chodź! – maskmen pociągnął nieprzyzwyczajoną do jego dziecięcych zachowań Kunoichi i zniknęli.

 

~~

 

-Tobi, powiesz mi w końcu o co chodzi z tą misją? – dopytywała Satsu licząc na normalną odpowiedź zamaskowanego, który kolejny raz wrzasnął i zaczął się przemieszczać z coraz to większą prędkością. Niebieskooka warknęła z poirytowania i rzuciła się w pogoń. – Tobi, do cholery! Powiedz mi! – wrzasnęła ponownie. Członek Brzasku zatrzymał się.

-Satsu krzyczy na Tobiego. Tobi jest dobrym chłopcem a Satsu złą dziewczynką. – Skarcił ją dziecinnym tonem i znów przemieścił się zostawiając tym samym brunetkę w tyle. Ohira strzeliła facepalma. „Czy to całe Akatsuki robi sobie ze mnie jaja?! Wysyłają mnie na misję z …tym kimś…nie raczyli mi powiedzieć, o co chodzi, ten gdzieś ucieka… Chyba oszaleję!” – zirytowała się. Dziewczyna próbowała dotrzymać kroku Tobiemu, lecz ten był nadzwyczajnie szybki. Nie liczył się z faktem, iż Satsu zaraz straci go z zasięgu wzroku. Kunoichi podwinęła rękawy długiego czarnego płaszcza w czerwone chmurki. Wytężyła wzrok szukając towarzysza. Nigdzie go nie była. „No co jest, gdzie ten cholerny dzieciak… Oi! Mam cię, gówniarzu!” – szybko skoczyła o kilka gałęzi do przodu. Chłopak stał na rozłożystym konarze i opierał się o niego jedną reką. Satsu popatrzyła na niego z zaciekawieniem i zapytała grzecznie:

-Tobi, na co czekamy? Powiesz mi?

-Satsu pokaże jak umie walczyć a Tobi będzie obserwował. Zaraz powinien być.

-Co? Kto? Jak to?

-Tobi będzie obserwował. – powtórzył wymijająco i wtopił się w drzewo. Brunetka pozostała sama na olbrzymim drzewie, z którego rozpościerał się widok na niewielką polanę. Czekała.

~~

ohayo, minna!

gomen, że z opóźnieniem,ale… *szuka wymówki* zajęłam się zabawą w tumblr’a i tak mi się zeszło, że nie miałam kiedy przepisywać rozdziałów ;____; postaram się nadrobić zaległości. Ubodła mnie ilość komentarzy pod ostatnim rozdziałem .___.

czasem mam ochotę przestać pisać, ale za bardzo się związałam z tym blogiem i ff. będę pisać niezależnie od komentarzy lub ich braku. ^^’ muszę chociaż raz w życiu zakończyć dowieść jedno opowiadanie do końca -.-